poniedziałek, 12 września 2011

Z OKAZJI... BRAKU OKAZJI

"Ewuś, zrób żelkowy bukiet - dla pani, taki z tymi Twoimi 'cudami - mudami'... Żeby były kwiatki, jakieś gadżety, napis... Napis może być po angielsku, bo bukiet poleci do USA..." Nic więcej nie skomentuję - po prostu Wam pokażę :-)




Złota krepina i drucik, na którym zamocowałam perełki. Również złotem delikatnie wycieniowałam "szyld" z napisem. Do tego czerwona siatka i wstążka oraz kwiatowe akcenty. Oby się spodobało...

Następnym razem chyba pozwolę Wam odpocząć od słodkości. Jest trochę innych rzeczy do pokazania. A co do posta o początkach - jak się dokopię do konkretnych zdjęć, to coś pogryzmolę. Ale obawiam się, że historia jest... banalna po prostu ;-)
Miłego dnia i bezbolesnego skoku z weekendu w nowy tydzień :-)

niedziela, 11 września 2011

TO SAMO, ALE INACZEJ (CZĘŚĆ 2)

... ciąg dalszy następuje. Zgodnie z obietnicą: druga część wczorajszej historii  czyli jeszcze jeden bukiet z tego samego rodzaju słodyczy i na tą samą uroczystość. Jednak kompletnie różny, w zupełnie innym stylu - z wystrzępionymi "wąsami" z siatki, malinową krepinką i z promieniście ułożonymi piankami, które stały się zarazem tłem do pewnych przymiotów. Oto on:







A na koniec tradycyjnie dygresyjki. Dzisiaj w większości z przymrużeniem oka nieco.
Regału ze słodyczami w domu jeszcze się nie dorobiłam. Aczkolwiek... chyba niebawem się przyda taki mebel ;-)
Czy moje bukiety znikają? TAK. Choć szybkość ich znikania zależy od... wieku osoby obdarowanej. Dzieci rozprawiają się z tymi bukietami od razu. Dorosłym chwilę posłużą jako niecodzienna dekoracja w wazonie, ale w miarę upływu czasu... ilość "kwiatków" systematycznie się zmniejsza... ;-)
Odpowiadając na prośbę Kasi o poświęcenie jednego posta na pochodzenie "bukieciarskich" zapędów - podanie przyjęto. Muszę jeszcze przemyśleć, w jaki sposób ugryźć temat, ale wniosek pewnie zostanie rozpatrzony pozytywnie ;-)
Poza tym zbiera mi się dość pokaźny materiał na posta z chwalipięctwem. A wszystko dzięki Szalenie Zdolnym Osobom, u których zamawiam, z którymi się wymieniam, albo coś u Nich wygrywam :-)
Pogodnej niedzieli!

sobota, 10 września 2011

TO SAMO, ALE INACZEJ (CZĘŚĆ 1)

Żelki i pianki. W dwóch słodkich bukietach - ale na jeden ślub. No i niezła "zagwozdka". Bukiety MUSZĄ się różnić. Podumałam przy regale ze słodyczami (edit: w sklepie), pomedytowałam nad koncepcją w domu. Wyjęłam "majdan" i powstały. 
To będzie opowieść w odcinkach. Dzisiaj pokażę bukiet numer 1 - z żelkami przypominającymi róże, na pastelowym tle, z motylkami oraz różową organzą i delikatną zielenią krepiny.





cdn...

piątek, 9 września 2011

KRYSZTAŁOWO

Kryształowe wesele. Woda czysta jak kryształ (choć ognista). Kryształowo brzęczą kieliszki. Kryształowo iskrzą się drobinki... 
Co mamy na tapecie dzisiaj? Ano mamy zakamuflowaną w słodyczach oszronioną butelkę. Chabrowa siatka, czekoladowe kwiatki (te kuleczki są pyszne...), szyszki chmielowe i troszkę kryształków do dekoracji. Proszę bardzo, woda ognista na Kryształowe Gody:




Rocznica bardzo zacna. Mnie z Panem Mężem jeszcze trochę do takiej brakuje - obchodziliśmy przedwczoraj ósmą :-)
A poza tym? Mało sypiam, dużo zwijam. W przerwach knuję co nieco... Zdobię, skręcam, sklejam, wiążę. Tak, tak. Namajstrowałam sporo, to teraz zarzucać Was będę bukietami. A od samego układania słodyczowych kwiatków zrobię "sobię" przerwę i zabiorę się za odgruzowanie mieszkanka spod sterty przydasiów. 
Co więcej? Piątek! :-)
Radosnego weekendu.

czwartek, 8 września 2011

ŚLUBNIE W BŁĘKITACH I LAWENDOWE DYGRESJE

Inaczej niż zwykle, bo kolor niekoniecznie ślubny. Zabierając się do tego bukietu, nie miałam zupełnie koncepcji. Pozwijałam, co należało pozwijać i... w głowie czarna dziura. Wena gdzieś zwiała i ani myślała się odezwać. "Dobra (myślę sobie) jak ty tak - to Cię zajdziemy z innej strony". Wzięłam się za przekładanie przydasiowych różności. No i natknęłam się na zapomniane, kupione na jakiejś wyprzedaży, wstążkowe róże. Wena wystrzeliła z kąta jak z procy krzycząc "Tą weź! Tą weź!" 
"Ha (mówię Wenie w myślach), teraz to sprytna jesteś. A jak cię potrzebowałam, to siedziałaś jak mysz pod miotłą". Spuściła łeb i poczłapała na bok. Ale została. W efekcie powstał taki bukiet:






Imiona Nowożeńców na dwóch listkach jednej róży - symbolicznie. Data ślubu na "otoku". Motiiiilek skrzydlaty ze stadka przysłanego przez Alexandrę. Poza tym troszkę groszków, troszkę błyszczących kamyków i wstążka. Ot co.

Z dygresyjek końcowych - ważna sprawa jeszcze w toku, ale zrobiliśmy spory krok do przodu. Sprawa dotyczy mojej Psiapsióły - Primulci. Primulka kazała podziękować wszem i wobec za trzymane kciuki. Szczególne wyrazy wdzięczności przesyłam Kasicy - Kasiu, Ty wiesz :* - a Wy zajrzyjcie do jej lawendowego posta. My z Primulcią będziemy prosić o więcej trzymanych kciuków w październiku - i jest spora szansa, że na tym się zakończy ta kwestia. A ponieważ ja dostałam w ramach podziękowania taki oto bukiet


to wirtualnie przekazuję go i Wam. Za Wasze wsparcie i słowa otuchy.
Ściskam promiennie :-)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...