No tego jeszcze nie było. Telefon od mojej Mamusi (z piątkowego dyżuru), godzina... 22:00. Czy mam jakieś słodycze na bukiet? Na... jutro...?
Miałam. Szaleństwo, nie? Sama szłam przecież w sobotę na wesele... Przez chyba ośmiokrotne przekładanie żelków - pół nocy mi zeszło. Ale za każdym razem coś mi nie "pasiło". W końcu, gdy rezultat był taki, o jaki mi chodziło, to wybiła godzina... a mniejsza o to...
Zdjęcia kiepskie, robione w środku nocy, z lampą (bez tego nic "w-ogle" nie było widać). Nie lubię takich zdjęć, ale lepsze takie niż żadne. No to bez przedłużania, oto efekt nocnej twóczości:
Pomalowałam ramkę perełkami w płynie (kolor platinum), dołożyłam motyle, trochę blasku różowych kamieni... Ta czerwień krepiny jest w rzeczywistości malinowa, ale oczywiście na zdjęciu tego nie widać. Rolę wstążki pełni biała organza (skojarzenie z welonem jak najbardziej słuszne).
A ja dzisiaj w rozjazdach - za chwilę ruszam (trzymajcie proszę kciuki, bo to ważna sprawa). Oprócz tego znowu dwójka "dziecków" w domu - Olcia mi się pochorowała. Mam nadzieję, że w poniedziałek wróci do przedszkola, bo nas tu zadręczy ;-)
Miłego dnia Wam życzę.







